76 ROCZNICA ŚMIERCI ŚW. ALOJZEGO ORIONE




 

 WYOBRAŹNIA MIŁOSIERDZIA…KSIĘDZA ORIONE!

Chcę, aby nasi zakonnicy nauczali bardziej przykładem niż słowami... -  mówił ks. Alojzy Orione.
 W swoich listach  św. Alojzy Orione wielokrotnie mówił o potrzebie świadectwa, bycia przykładem dla innych…On sam był tym, który Ewangelią dawał  się przemieniać i  wcielać ją w życie. Jeden z ciekawych przykładów podaje Douglas Hyde w książce „Rozbójnik Boży”. Niech ks. Orione przemówi do nas swoim życiem…

„…Malcovati był powszechnie znanym antyklerykałem…., bogaczem  i podporą reżimu faszystowskiego. Opowiadano że na froncie podczas wojny pod mundurem nosił wstęgę z napisem W roku 1938 spotkał księdza Orione… Starszy przyjaciel pana Malcovati, całe życie wrogi duchowieństwu i Kościołowi obłożnie zachorował. Rodzina chciała sprowadzić kapłana, lecz chory stanowczo się sprzeciwił. Zaproponowano wreszcie odwiedziny księdza Orione. Chory zgodził się, ponieważ znał go osobiście i bardzo cenił. Ksiądz Orione przebywał daleko, bo aż w Tortonie. Wyraził jednak gotowość przybycia i prosił o samochód, ponieważ nie było innego środka lokomocji. Jedynym znajomym właścicielem samochodu, o którym rodzina wiedziała, był Malcovati, zacięty wróg Kościoła. Poproszono go więc, aby oddał przysługę choremu przyjacielowi i przywiózł księdza Orione.    Malcovati zgodził się, lecz tylko przez życzliwość dla przyjaciela. Prawie cale życie był w opozycji do Kościoła. Jako dziecko wiedział, że ojciec jest niewierzący, choć matka była praktykującą katoliczką. W szóstym roku życia przyjął Pierwszą Komunię św., by sprawić przyjemność matce, lecz dorastając kroczył śladami ojca.
 Gdy proszono go o przywiezienie księdza Orione, powiedział: ,,Po co ksiądz umierającemu, który przez całe życie obywał się bez niego. Dlaczego nie zostawić go w spokoju?" Przekonano go jednak, że taka jest naprawdę wola umierającego. Mimo że kapłan wsiadał już do samochodu, Malcovati przekonywał go, iż szkoda jego czasu: „Ten człowiek przez całe życie odrzucał wiarę, więc teraz uczyni to samo. On już dogorywa, ksiądz go nie zdobędzie". Na to Orione odpowiedział z ufnością w głosie, że chory jeszcze nie umrze, a on wcale nie ma zamiaru narzucać mu swojej religii. Wszedł do domu chorego, a wyszedł z niego po dwóch godzinach:
 - „Jak tam było?" - zapytał Malcovati.
 - „Wszystko w porządku - brzmiała odpowiedź - przyjął sakramenty święte i wyraził życzenie, bym go odwiedzał. Byłoby mi bardzo przyjemnie, gdyby pan zechciał mnie jeszcze podwieźć".
 Malcovati był do głębi przejęty wynikiem tej wizyty, lecz tym mocniej postanowił sobie, że nie da się księdzu zdobyć. Dla przyjaciela będzie go woził, ile razy będzie sobie życzył, sam jednak nie da omotać się ani jemu, ani komukolwiek.   Chory rzeczywiście nie umarł. Poczuł się lepiej, jak przepowiedział ksiądz Orione. Wrócił do sił i zamieszkał w sanatorium w górzystej miejscowości Lucca, gdzie żył jeszcze cały rok. Ksiądz Orione odwiedzał go co miesiąc, a w drodze opowiadał panu Malcovati o swoim Dziele. Stopniowo Malcovati zaczął interesować się tą sprawą. Sam był filantropem, lecz z zasady nigdy nie brał udziału w chrześcijańskiej dobroczynności. Odtąd zaczął wspierać i finansowo księdza Orione i był mu bardzo pomocny, zastrzegając jednak, że z jego wiarą nie chce mieć nic wspólnego. Interesuje go jedynie Dzieło.    Droga prowadziła przez stromy przesmyk Bracco. Malcovati zwykle zatrzymywał się tu dla wypoczynku. Ksiądz Orione korzystał ze sposobności, chodził górskimi ścieżkami i modlił się. Pewnego wieczoru towarzysz nie spuszczał go z oczu i wreszcie zaczął rozmowę.
   „Jestem gotów uwierzyć w ideę Boga. Będę pomagał biednym, lecz do spowiedzi nie pójdę. W ten sposób nie poddam się Rzymowi".
Ksiądz Orione nie namawiał. Powiedział tylko: „Pan jest uczciwym człowiekiem. Miłość bliźniego jest najczystszą formą religii. Ponieważ pan miłuje bliźnich, tym samym jest pan religijny".
 Na to Malcovati nie był przygotowany. Ksiądz Orione zauważył ten wstrząs. „Nie chce się pan spowiadać przed księdzem - powiedział - dobrze, niech pan uklęknie przy mnie, prosi Boga o przebaczenie swoich win, a ja udzielę panu rozgrzeszenia".
Dumny mężczyzna ukląkł na skrawku ziemi wysoko w górach obok małego księdza i w promieniach zachodzącego słońca płakał jak dziecko. Gdy wrócił z księdzem Orione do Tortony, przystąpił drugi raz w życiu do Komunii św. Pierwszą przyjął w odległych latach swego dzieciństwa.
W  nawróceniu  pana Malcovati, postępował Orione podobnie jak z modernistami, których doprowadzał do Kościoła, i z wielu księżmi renegatami, którymi się opiekował. Nie dyskutował z nimi, nie próbował wyprowadzić ich z błędu. Promieniował duchem Chrystusowym i pokonywał ich miłością bliźniego."
Św. Alojzy Orione módl się za nas, byśmy potrafili kierować się w życiu taką wyobraźnią miłosierdzia! .

 

http://www.orionistki.pl/pl,page,charyzmat,22.html   Św. Alojzy Orione                   Księga Intencji Do pobrania Księga Gości Forum Linki Multimedia
Orionistki w Polsce Orionistki w Polsce
Orionistki na świecie Orionistki na świecie
Rodzina Oriońska Historia Zgromadzenia